Interwencja kryzysowa

Dlaczego napisałam „Rodzic dziecka w spektrum autyzmu w kryzysie”?

Napisałam ten e-book dlatego, bo wiem, jak trudno jest nam powiedzieć: mam już dość, nie radzę sobie, pomóż mi. Nie taki, który mówi ładnie, ale obok życia. Nie taki, który wszystko nazywa poprawnie, mądrze i spokojnie, a jednak nie dotyka tego, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami mieszkań. Potrzebowałabym czegoś, co nie poucza, nie poprawia człowieka na siłę i nie robi z niego projektu do naprawy. Czegoś, co po prostu rozumie.

Bardzo długo brakowało mi właśnie takich słów. Prawdziwych. Nie wygładzonych. Nie pisanych z bezpiecznej odległości. Takich, po których człowiek nie ma wrażenia, że znowu powinien być dzielniejszy, lepiej poukładany, spokojniejszy, bardziej wdzięczny albo bardziej „ogarnięty”.

Napisałam ten e-book, bo widzę i czuję, jak często rodzice dzieci w spektrum dochodzą do ściany we własnych czterech ścianach. I jak mało kto naprawdę umie zobaczyć, ile kosztuje takie życie. Z zewnątrz widać zwykle tylko urywek. Ktoś zauważy gorszy dzień, trudniejsze zachowanie dziecka, spóźnienie, zmęczoną twarz, nerwowy ton. A przecież pod spodem jest całe niewidzialne życie, którego prawie nikt nie liczy. To jest codzienne bycie w pogotowiu. To jest myślenie dziesięć kroków do przodu, układanie dnia tak, żeby się nie rozsypał, pilnowanie drobiazgów, które dla innych są drobiazgami tylko z nazwy. To jest napięcie, które nie wyłącza się po południu, zmęczenie, które nie zawsze wygląda jak płacz. Czasem ma twarz milczenia, krótkiego lontu, pustki. Czasem bezsennej nocy i poranka, po którym znowu trzeba wstać.

A potem do tego wszystkiego dochodzi jeszcze świat zewnętrzny. System, który miał pomagać, a bardzo często dokłada kolejne warstwy ciężaru. Placówki edukacyjne, które nie zawsze chcą rozumieć, choć powinny. Otoczenie, które bywa szybkie w ocenach i bardzo oszczędne w prawdziwej uważności. Komentarze, dobre rady, spojrzenia, niezręczne pytania, konieczność ciągłego tłumaczenia rzeczy, które i tak już zabierają za dużo siły. Rodzic nie niesie więc tylko domu, dziecka i codzienności. Niesie także cały ten dodatkowy nacisk z zewnątrz. Musi wyjaśniać, prosić, przypominać, pilnować, sprawdzać, walczyć o
rzeczy podstawowe. I często robi to wtedy, gdy sam jest już na granicy.

Właśnie dlatego napisałam ten e-book. Nie po to, żeby stworzyć kolejny poradnik z gotowymi odpowiedziami. Nie po to, żeby mówić, jak należy żyć. I nie po to, żeby komukolwiek dołożyć jeszcze jedną listę rzeczy do poprawienia. Napisałam go, bo chciałam dać rodzicom coś, co brzmi jak człowiek, nie jak instrukcja. Co nie patrzy z góry. Co nie udaje, że wszystko da się załatwić kilkoma radami. Co mówi uczciwie: bywa za ciężko. Można mieć dość. To wszystko naprawdę dużo kosztuje.

Czasem największą ulgą nie jest rozwiązanie.

Czasem jest nią to, że ktoś wreszcie nazywa prawdę bez lukru i bez odwracania wzroku.

PS Premiera już 8 kwietnia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *